Wyślij
Wpisz e-mail
Newsletter:
 
OGRODY POLSKIE OGRODY JAPOŃSKIE to wystawa zapraszająca do świata barw i niezwykłych przestrzeni. Prace artystów SISTO Gallery są punktem wyjścia do snucia opowieści o tym, co w sztuce zaskakuje i przyciąga uwagę, co wywołuje w nas poczucie ładu, koi zmysły, uspokaja. Poszukując jedności i pełni, zagłębiają się w obszary inspirowane naturą. Ich zamysł twórczy - wywodzący się nie tylko z bacznej obserwacji, ale także z intensywnego przeżywania i doświadczania kontaktu z przyrodą, staje się przyczółkiem do odkrycia harmonii wszechrzeczy. Prace artystów należących do grupy „Sztuka Pozytywna.pl” stanowią opozycję wobec brutalizacji świata zewnętrznego czy jego egzemplifikacji widocznych w sztuce współczesnej. Twórcy konsekwentnie przeciwstawiają się depresyjnym nastrojom. Łączy ich wspólna, jakże optymistyczna wizja ogrodów wpisujących się w przestrzeń uniwersum…

Joanna BĄK - Konsultant ds. kultury i sztuki Fundacji Bielecki Art


***



"Sztuka dla radowania oczu, dla radowania serca"

Stanisława Zacharko-Łagowska
Dyrektor Biura Wystaw Artystycznych w Kielcach


***



Wystawę OGRODY POLSKIE OGRODY JAPOŃSKIE można obejrzeć:

wrzesień/październik 2011
Galeria ZAJAZD (Dworek Białoprądnicki)
ul. Białoprądnicka 3, KRAKÓW
www.dworek.krakow.pl
Wernisaż uświetnił koncert fortepianowy JANUSZA BIELECKIEGO

listopad 2011
Galeria Sztuki ZAMEK
ul. Zamkowa 1, SUCHA BESKIDZKA
www.zameksuski.pl

grudzień 2011 / styczeń 2012
WILLA ORLA
ul. Kościeliska 50, ZAKOPANE
www.orla.com.pl

luty 2012
Galeria WIEŻA SZTUKI
(galeria autorska Arkadiusz Latos)
Plac Niepodległości 1A (obok dworca PKP), KIELCE
www.arkadiuszlatos.pl

marzec 2012
Galeria Sztuki Współczesnej
ul. Piłsudskiego 20, MYŚLENICE

kwiecień 2012
Galeria Miejska przy Bibliotece Publicznej
ul. M. B. Bolesnej 13, LIMANOWA
www.mbp.limanowa.pl

maj/czerwiec 2012
Galeria ŚWIATŁOCIEŃ
ul. Fałata 2, KRAKÓW
www.swiatlocien.com.pl

lipiec/sierpień 2012
Galeria WIEŻA, Muzeum Zbrojowni na Zamku w Liwie
ul. S. Batorego 2, LIW
www.liw-zamek.pl


***




Artyści o swojej pracy:

Anna MASIUL-GOZDECKA

Inspiracją do japońskich ogrodów Anny Masiul-Gozdeckiej jest Masanobu Fukuoka, polskie powstały pod wpływem „Elizabeth i jej ogród” Elizabeth von Arnim.


Trochę opóźniły się moje prace nad wystawą „Ogrody japońskie, ogrody polskie”, gdyż zafascynowana zasadami Japończyka, Pana Masanobu Fukuoka wprowadzałam je po prostu w życie, czyli do swojego polskiego podmiejskiego ogródka.

Początkowo zamierzałam namalować w części japońskiej ogrody typu zen, natomiast w polskiej, ogrody naszych babć, radosne niczym ogródek Zosi z „Pana Tadeusza”. Jednak kiedy trafiłam na książkę „Rewolucja jednej słomki” Masanobu Fukuoki, doszłam do wniosku, że byłoby to tylko powielanie stereotypów, wypielęgnowanych i w sumie bardzo dzielących.

Zazwyczaj Japonia jest u nas postrzegana jako kraj stechnicyzowany, w którym panuje porządek, perfekcjonizm, a ogrody są idealnie wypielęgnowane, co do jednego ziarenka piasku. Tymczasem ogród Pana Fukuoka, to ogród półdziki, ogród w którym każdy owad jest miło widziany, wszystkie chwasty mają swoją rolę, rosną tak jak zostały stworzone, z niewielką tylko ludzką korektą.

Zasady tego niezwykłego ogrodnika to - nie walczenie z naturą, tylko przyglądanie się jej i wykorzystywanie jej reguł dla swoich własnych, jakże smacznych korzyści. Dzięki tej współpracy z naturą, niepieleniem, niekopaniem, powstaje samoużyźniający się, nieustannie plonujący raj na ziemii. I tu trochę zbliżają się koncepcje Zosinego ogródka, gdzie wśród warzyw rosną kwiaty a pomiędzy roślinami buszują kury, oraz ogrodu Pana Fukuoka, gdzie dzieje się podobnie.

Myślę, że nie ma co dzielić płótna na część polską i japońską, i malować ich odmiennie, gdyż podziw dla natury w jej „oryginalnej” wersji może być wspólny dla ludzi wszystkich kultur.

Ponieważ jednak nie widziałam ogrodu Pana Fukuoka, obrazy z części „Marzenie” są właśnie moim wyobrażeniem tego ogrodu, częścią japońską, zaś „Realizacja” częścią polską, moją własną, może jeszcze nie do końca zrealizowaną, ale będącą „pierwszym krokiem w podróży”.



Jerzy TREIT
"Porozrzucane jedwabie"

Klatka obrazu. Nic innego tak jak obecność nie pozwala mi wychodzić z klatek wpatrzenia. W ciągłej pracy mam wyjątkową łatwość wpadania w pułapki wiedzy i określeń. Klisza nadawana jest niemalże automatycznie każdej barwie. Ścieżka po jakiej porusza się moja ręka i oko jest tak śliska od szlifowania przyzwyczajeniami, że jako malarz łamię sobie nogi podążając za dziką pasją. Myślę i jadę pociągiem.

Wiem, że za dwadzieścia minut wejdę na ruchome schody i spotkam miasto. To co myślę o kobiecie jadącej ze mną w tym samym kierunku wymyka się z pod kontroli. Widzę tylko jej twarz odbitą w czystej szybie za którą noc pozlewała kontury drzew z innymi drzewami. Mam tylko jej jasną koszulę i ciemne oczy. Mam pod powiekami zapach, mam dwieście euro na kwiaty.

Kawałki tkanin z zabytkowym pyłem. Naniesionymi wspomnieniami i pęknięciem. Jest ich tak samo wiele co pod torami belek, trzaskiem, stukotem chwil i miesiącem uszytych chustek. Są też takie porwane jedwabie, zielone, malowane w słońcu. Te noszę w niebiesko-szare dni idąc w przeciąg metra linii dwa. Po lewej mojej ręce mijam wszystko , po prawej ręce mam słone orzeszki. Są w tym miejscu strzępki porozrzucanych na podłodze gazet. Prawowite, swawolne, przymiotniki. Na nich uśmiech.

Syczący express wybucha bombą kawową w mojej małej filiżance za dziesięć franków, na dziesięć minut smaku w ustach. Teraz by się przydały kawałki prześcieradeł, które podkradałem matce by nabite na ramę służyły za krosno malarskie.

Widząc kogo mijam na chodniku rue Charles Nodier wchodzę do Le marche Saint Pierre i na wyższym piętrze próbuję pomiędzy dziesiątkami bali materiałów odnaleźć pogubione klawisze piosenki. Jest duszno, nie ma przestrzeni, są za to kobiety. Szukające zasłon do swoich spektakli i piszące na ścianach wymiary swoich talii w miękkich koszulkach są piękne.

Gdy tuż po zamknięciu sklepu schodzę w ulicę, w miód, zatrzymują mnie schody. I co mi powiesz Maładuża? Co kupiłaś Maładuża? Zamierzasz powiesić zasłony na naszej scenie? Które prześcieradło potargamy na sobie? Czy w ogóle możemy wysiąść z metra linii dwa?

Cieszę się ponieważ zaczynałem pisać te wspomnienia o szmatach i się pogubiłem. Podobnie jak zapominam smak nocy poprzednich nie zanotowanych. Walczyłem z nadrealizmem, z fotografiami, mrugnięciami klatek. Lubię szmaty. Lubię ich woń. Mam na opuszkach palców zapisane jedwabne pyłki. Nie ułożone je zostawię.



Joanna TOKARCZYK

Zdaję sobie sprawę z tego, jak ważne dla psychicznej wygody człowieka jest to, czym się otacza. W swoim malarstwie staram się skupiać na tych lepszych i „uskrzydlających“ aspektach życia. Moje ogrody są kobiece bo dedykuję je kobietom, które swoją siłę czerpią z tego, że żyją w zgodzie z tradycją i naturą. Tym kobietom, które są jak kwiaty i dojrzałe owoce, chodzą w kolorowych spódnicach, zakładają jedwabne kimono i wiedzą, że są wrażliwe ale silne i piękne.